| Krzysztof Wągrodzki |
Doświadczenie intuicją zwane
W znakomitej książce "Play bridge with Aces" znalazłem takie oto rozdanie:
| N W E S |
||
|
|
Licytacja była banalna:
| W | N | E | S |
|---|---|---|---|
| 2 | |||
| pas | 2 | pas | 2 |
| pas | 4 | pas | 6 |
| pas | pas | pas |
Wist również typowy - dziesiątka kier. Dalej - dama z dziadka, król od E i "poprawka" asem. W tym momencie rozgrywający zmuszony jest nie tylko do wygrania kontraktu, ale do nadróbki. Nikt przy zdrowych zmysłach nie spróbuje innego rozwiazania niż zagranie asa pik. Innego wyjścia po prostu nie ma. A więc as pik, spada król, następnie ściągamy damę, zgrywamy asa, króla i damę trefl, przechodzimy do stołu dziewiątka pik i na waleta trefl zrzucamy z ręki blotkę kier. Rozgrywka... nazwijmy ją, automatyczna, zwykły samograj. Dlaczego więc piszę o tym rozdaniu?
Otóż rękę E miał Bobby Wolff, filar drużyny Asy z Dallas, który z całym spokojem do pierwszej lewy dodał dwójkę kier. Króla zachował na lepsze czasy, i - jak się wkrótce okazało - postąpił słusznie. Rozgrywający utrzymał się na stole, co było początkiem jego zguby. Chcąc bowiem zaasekurować się przed złym rozkładem atutów, wyszedł w piki i zaimpasował damą. Partner Wolffa utrzymał się królem i bez wiary w powodzenie zawistował w trefle. Bez jednej!
Brydzyści słysząc o podobnych zagraniach zwykle dzielą się na dwie grupy. Jedni są pełni podziwu i entuzjazmu, a drudzy upatrują przyczyny sukcesu w zjawiskach bynajmniej nie nadprzyrodzonych, mających tylko pośredni związek z grą w brydża. Owi sceptycy na nowo odgrzewają historyjki o sokolim oku.
Trudno jednak posądzać Wolffa o korzystanie z tego typu informacji. Amerykanin ten to w tej chwili jeden z najlepszych graczy na świecie. W dodatku miał pewne wskazania, skłaniające go do przepuszczenia damy kier. 6
było wyraźnym inwitem wielkoszlemowym, wskazującym na brak figury atutowej, prawdopodobnie króla. Zatem ewentualna strata lewy kierowej będzie zrekompensowana przebitką treflową, gdyż niemożliwe jest, aby rozgrywający, jeśli utrzyma się w stole nie wykonał impasu pikowego. I dlatego Wolff położył dwójkę kier.
Jest to rozumowanie bezbłędne logicznie, ale jednocześnie zwodne, zaciemniające obraz. Nikt bowiem mnie nie przekona, że Wolff mógł w ciągu kilku sekund przemyśleć wszystko do końca. Zaś dłuższa chwila namysłu mogłaby zdradzić jego plan. Cień podejrzenia że coś tu "nie gra" i już as pik lezałby na stole. Wolff musiał więc zdecydować się natychmiast, błyskawicznie. I tu dochodzimy do określenia, wprawiającego we frustrację brydżystów-matematyków - intuicja.
Ależ tak! Oczywiście! - zakrzykną zwolennicy cudów przy zielonym stoliku, lubiący tłumaczyć niektóre zagrania przy pomocy zjawisk nadprzyrodzonych. Ja jednak byłbym ostrożny przy formułowaniu takich wniosków. Intucja? Owszem. Ale wystąpiła ona tutaj w roli czerwonego światełka informującego Wolffa, że należy zagrać nietypowo, że można "położyć" kontrakt. Reszty dokonało doświadczenie, rutyna, klasa gracza. Wolff zapewne wiedział tylko tyle - rozgrywającemu brakuje figury atutowej. Na luksus bardziej szczegółowej analizy nie mógł sobie pozwolić. A mimo to zagrał bezbłędnie!
Nie tylko tak znakomity gracz jak Wolff, ale nawet największa foka ma od czasu do czasu moment olśnienia. Dostaje ów dziwny sygnał, pozornie sprzeczny z prawami logiki. Od niego samego zalezy, jak potrafi go wykorzystać. Tu przypomina mi się rozdanie z mistrzostw Europy w Dublinie. Wyjąłem z pudełka takie oto karty:
KW865
AW
K10743
8
Julek Klukowski otworzył 2
, co w naszym systemie oznaczało rękę w granicach 19-22 pG (punkty Gorena - PC + punkty z układ - 5 za renons, 3 za singletona, 1 za dubletona - przyp.M.W) na treflach lub młodszej piątce i starszej czwórce. Przeciwnicy cały czas pasowali, a my licytowaliśmy:
| Julek | Ja |
|---|---|
| 2 | 2 |
| 3 | 4BA |
| 5 | ? |
Już, już miałem pasować, gdy coś mnie tknęło. Jeszcze raz, powoli... 3
znaczy pięć kar i cztery kiery, zaś odpowiedź na Blackwooda sygnalizuje tylko jednego asa. Czego więc szukać? Ale... Skąd on wziął te 20 punktów Gorena? W pikach ma... właśnie... chtba singletona, bo w przeciwnym razie mielibyśmy tylko dwie lub najwyżej trzy karty wtreflach. A więc:
x
KDxx
ADWxx
KDW
ta reka daje w sumie 20 pkt. przeliczeniowych. Dosyć brzydkich, bez asów. To byłaby prawdziwa złośliwość losu, gdyby rzeczywiście "przyszła" mu taka karta. Wszystkie honory, wszystkie damy i walety. Jeśli natomiast brakuje mu choć jednego z tych honorów, to wówczas... Tak, ma renons w pikach! Jest to zresztą bardzo prawdopodobne. Julek lubi układowe karty, niecodzienne rozkłady. W takich wypadkach daje silne otwarcia, nawet wtedy, gdy trzeba rękę "naciągnąć" o jeden czy dwa punkty.
Rozumowanie to wydało mi się tak efektowne, że zalicytowałem 6
. I trafłem! Karta Julka wyglądała następująco:
-
KD107
A9865
KDW4.
Trafiłem więc i zostałem ... ukarany. W pierwszej bowiem lewie przeciwnicy odebrali asa trefl, a kara dzieliły się 3-0.
Na tych samych mistrzostwach Julek również bawił się w zgadywanki. Tyle, że z lepszym skutkiem. Pytanie:
Co nalezy odpowiedzieć po otwarciu partnera 1BA, oznaczającym siłe 13-18 PC na co najmniej pięciu treflach bez starszej czwórki, mając kartę:
A84
943
AK10965
7 ?
Tu drobne wyjaśnienie. Odpowiedź 3
mówi o silnej ręce na co najmniej pięciokartowym kolorze, a 2BA, jako jeden z wariantów, przewiduje 11-13 PC na sześciokartowym, dobrym longerze.
Gdzie tu trudność? Oczywiste jest chyba, że trzeba zalicytowac 2BA. Z systemem jest to zgodne, lecz nie prowadzi do sukcesu. Julek wybrał 3
. Dlaczego? Intuicja? A może jednak rutyna! Otóż Julek nie bez racji założył, że z jego kartą łatwiej będzie można wygrać 5
lub nawet 5
niż 3BA. I dlatego celowo wybrał odzywkę forsującą, silną, choć sprzeczna z tym, co zostało napisane i uzgodnione.
Licytacja nie była skomplikowana:
| Ja | Julek |
|---|---|
| 1BA | 3 |
| 4 | 4 |
| 5 | 5BA |
| 6 | 7 |
| pas |
Znaczenie odzywek:
4
- od 16PC, dobry fit w karach,
4
- pytanie o 5 wartości i o zatrzymanie kierowe;
5
- dwie wartości i zatrzymanie co najmniej II klasy w kierach;
5BA - atutowa;
6
- jeden z trzech najstarszych honorów.
Obaj trochę przesadziliśmy. I dlatego zarobiliśmy cały worek punktów. Na drugim stole grano bowiem 3BA. Ja powinienem mieć w zasadzie cztery kara i co najmniej 16 punktów honorowych, a miałem:
73
A8
DW4
AKW1098
Wydawało mi sie, że znakomity kolor treflowy rekompensuje wszelkie braki. O motywach licytacji Julka już pisałem. Warto tu jeszcze dodać, że mój partner, skoro raz uznał, że karta nadaje się do licytacji forsującej, nigdy nie cofał się "w locie". Wierny tej zasadzie parł do przodu jak czołg, nie zważając na takie drobiazgi, jak figury w starszych kolorach. Później jednak przyznał, że liczył u mnie na cztery kara i podział starszych kolorów 3:1. Pomylił się, ale szlema wygrał.
Trafił? Może... Ja jednak myślę, że sukces żwięciła tu rutyna. W tym miejscu jestem oczywiście zgodny z brydżystami-matematykami, którzy ze wszystkich sił starają się wyeliminować ów element zgadywanki, czy, jak kto woli, intuicji. Rozbudowane systemy, całe książki sztucznych sekwencji... W olbrzymiej, bo około 800 stron liczącej pracy Pierre Ghestema i Claude Delmouly pt. "Le Monaco" aż się roi od szczegółowych ustaleń. Sekwencja za sekwencją, sztucznośc za sztucznością. jestem pewien, że gracze, znający dwa pokaźnyxh rozmiarów tomy byliby groźni dla najlepszych. Jako dowód - rozdanie ze starych protokołów meczowych, na których chciałem sprawdzic skutecznośc "Le Monaco":
| N W E S |
Licytacja:
| 1 | 1BA (relay) |
|---|---|
| 2 (10-12 lub 16-17 PC) | 2 |
| 4 (układ 6403,16-17PC) | 4BA (Blackwood) |
| 5BA (2 asy i 2 króle) | 7 |
| pas |
Nie będę wyjaśniał, dlaczego licytuje się właśnie w ten sposób, bowiem musiałbym streścić oba tomy książki. Chciałbym tu jednak zwrócić uwagę, jak rośnie karta E. Początkowo ma on siłe zaledwie na pierwszy relay, nie przesądzający końcówki, zaś drugi zadaje tylko dlatego, że w przypadku siły 10-12 PC nie może usłyszec odpowiedzi wyższej niż 2
. Natomiast po 4
sytuacja zmienia się diametralnie. Odpowiedź dwoma asami i dwoma królami w zupełności wystarcza do szlema! Każda bowiem dama, a N musi mieć jedna daje 13 lew!
W takich rozdaniach triumfują zwolennicy systemów sztucznych. To prawda, lecz co zrobić, gdy karta nie pasuje do systemu, gdy przecinicy zbyt krewko wchodzą do licytacji, lub też gdy wybraliśmy niewłaściwą drogę? Konwencje wtedy idą w kąt. A decyduje? Właśnie co? Może intuicja? Myśle, jednak że większą rolę odgrywa tu rutyna, doświadczenie, opacznie i niepotrzebnie zwane intuicją. Chociaż...
Kiedyś podczas kadry Julek Klukowski, z wykształcenia matematyk! - po moim otwarciu 1
odpowiedział 2BA z taką oto kartą:
A8
A4
D108652
W73.
Zastał u mnie, oprócz dwóch waletów, asa trefl i asa z królem karo. 3BA wygrał więc śpiewająco, w dodatku jako jedyny na sali. Przeciwnicy cicho jęczeli, pytając: "Dlaczego właśnie nam pan to zrobił?"
"Wydawało mi się, że 2BA to najlepsza odzywka" - odpowiedział mój partner. I jak tu nie wierzyć w intuicję?