Andrzej Miklaszewski

Nie bądź pazerny

"U Kaczorków"

     Rozdanie z turnieju par na max-y "U Kaczorków" stanowi dobry przykład na tezę, że odwołując się do przepisów w ogóle, a do przepisów prawa brydżowego w szczególności, dobrze jest zastanowić się najpierw czy nam się to opłaca .

     Ale nie uprzedzajmy faktów ...

     Turniej wkroczył w decydującą fazę , co charakteryzuje się faktem , iż co mniej odporni gracze zaczynają szukać max-ów trochę na siłę. Z dobrym, kółkowym partnerem Ryśkiem Horodem szliśmy zupełnie przyzwoicie i nawet bez specjalnego umawiania wiedzieliśmy, że trzeba tylko grać swoje i nie „dać się zwariować". Na kolejną rundę trafiliśmy do przemiłej p. Helenki i partnera - nieznanego mi z nazwiska dobrego, chyba II - ligowego zawodnika.

Pan z lewej otworzył 1BA (silne) , Rysiek pas (zresztą pasował do końca licytacji), p.Helenka dała transfer na kiery , a po przyjęciu przez partnera skoczyła 4 (auto-splinter). Ja natomiast miałem w garści:
xxxWxxxxA8xxx.
     Postanowiłem skontrować wskazując wist , co może wydać się w pierwszej chwili nie najmądrzejsze, ale tu dygresja:
     Otóż kilkakrotnie zdarzyło mi się, że przeciwnicy wygrali szlemika bądź szlema gdyż partner po podobnej licytacji mając w kolorze splintera np. KWx bał się z pod niego wistować. A więc dbając o partnera, żeby mu życie ułatwić skontrowałem, a jeszcze jedno - karna rekontra się w takiej sytuacji praktycznie się nie zdarza.
     Pan z lewej 4 - cue bid, p. Helenka 4 też cue bid, pan 5 (w jego mniemaniu chyba do tyłu) ale partnerka bojowa dołożyła szóstego i wszyscy spasowali . Rysiek zawistował posłusznie 9 i wykrył się stolik:
KWxxAKD10xW10xx
     Tu jeszcze jedna dygresja: otóż zwykle układam karty kolorami (nigdy trefle obok kar - to taki niefart) ale figury staram się rozrzucać w kolorze dowolnie, szczególnie gdyby jakiś oponent chciał zajrzeć w karty (a są tacy, oj są) to może nie zobaczy.
     Po wiście , chwili namysłu rozgrywającego i zadysponowaniu z dziadka "małe" dołożyłem szybko... w woim mniemaniu A, niestety była to 4.
     Takie , psiamać podobne, "jednym tchem" złapałem nieszczęsną 4 i zamieniłem na asa. I tu czujni, ale jak się okazało, nie do końca czujni przeciwnicy oboje jak na komendę zaoponowali:" Zaraz, zaraz. Pan dołożył czwórkę. Nie lubię jak ktoś z lokalnego, nawet i bardzo miłego turnieju, robi Puchar świata, więc nieśmiało starałem się przekonać rozgrywającego, że przecież nie po to kontrowałem na wist, żeby teraz przepuszcza , że zmieniłem kartę, zanim czwórka dotknęła stołu.
     Wszystko na nic, zacietrzewieni oboje przeciwnicy uparli się, a na moją może i niezbyt elegancką uwagę , że można i tak wygrywać turnieje Pan obrażony wezwał sędziego, który zgodnie z prawem zresztą nakazał dołożyć czwórkę (dobrze, że przynajmniej asa mi nie przygwoździli ) i grać dalej.

     I pan grał, ale że rozkład był następujący

A10x
xx
AKx
KDWx
xxx
Wxx
xx
A8xxx
N
W        E
S
Dxx
xxx
Dxxx
109x
KWxx
AKD10x
W10x
x

a pan konsekwentnie "ciął" obie , karową i pikową , damy u mnie to wywrócił sie bez jednej. Obrót od zera do max-a , nikt tego szlemika nie grał bo i podstaw specjalnych do jego licytowania nie ma.

     Natomiast nie trzeba być arcymistrzem, żeby po oddaniu lewy na A na K,D,W w tym kolorze wyrzucić przegrywające w karach i pikach ze stołu.

     Pozwoliłem sobie na powyższy fakt zwrócić uwagę rozgrywającemu jednocześnie przepraszając go za złośliwą (w moim pojęciu dobrze sobie na nią zasłużył) uwagę.

     I to by było na tyle...

© Marek Wójcicki Przemyśl 2000